Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki

Tak wiemy, że nazwa „Scrum” pochodzi od młyna z rugby. Naprawdę. Ba, wiemy nawet, że w rugby piłkę podaje się wyłącznie do tyłu, o czym wiedza w IT nie jest szczególnie rozpowszechniona, a szkoda. Nieważne, wszak co to wszystko ma wspólnego z chuligańską grą dla dżentelmenów?

Mamy wieloletnie doświadczenie w produkcji oprogramowania, pracowaliśmy w sporych i zróżnicowanych projektach, w których uczestniczyliśmy w różnych rolach, plasujących się w różnych miejscach łańcucha pokarmowego. Byliśmy po obu stronach barykady. Nieobce nam marsze śmierci w charakterze jednego z uczestników z pochodnią w ręku, jak i prowadzących. Wszak lider zawsze powinien prowadzić pochód, a nie iść z biczem na jego końcu…

Było ciężko, ale osiągaliśmy cele. Byliśmy jednak i uczestnikami ciekawego doświadczenia, kiedy wszystko zaczęło działać, tak „jak w podręczniku”, kiedy działa się „magia”, samonapędzająca się maszyna niszczyła wszystkie przeszkody na swojej drodze, a nam z otwartymi ustami pozostało podziwianie, że „to działa” i, że można inaczej. Pełna satysfakcja.

Nie, nie jesteśmy ewangelizatorami Scruma czy Kanbana. Ani koryfeuszami Agile’a. Nie mamy misji. I nie uważamy, że znaleźliśmy panaceum na wszelkie problemy świata IT.

Uważamy, że Scrum jest świetnym narzędziem wspierającym produkcję oprogramowania. Na własnej skórze przekonaliśmy się, że pozwala on wytwarzać w zaskakująco krótkim czasie oprogramowanie o wysokiej jakości, spełniające oczekiwania klientów. Co ciekawe, dzieje się to w spokojnej atmosferze pracy, bez niepotrzebnego ciśnienia, stresu i pracy po tak zwanych godzinach. Tak, przy podkreślaniu walorów biznesowych Scruma, warto wspomnieć, że jego bezsprzecznym atutem jest zwiększenie komfortu pracy zespołów deweloperskich. Można pracować efektywnie ale w znakomitej atmosferze i z dużą satysfakcją.

Kiedy pierwszy raz ujrzeliśmy Scruma w praktyce wydawał się jakąś dziwną fanaberią. Ot, ludzie którzy nie potrafią się zorganizować, kleją i przekładają karteczki. Litości… Pierwsza lektura Scrum Guide’a to z kolei wrażenia amerykańskiego snu, marketingowej papki, ideologii zalatującej słusznie mijającymi czasami. Dopiero z czasem przyszło zrozumienie. I olśnienie.

Dlatego wiemy, że to wszystko nie jest takie proste. I głównie o tym jest ta strona.

A o nas samych z czasem. Jakoś drażnią nas strony gdzie więcej jest o autorach niż samej treści.

Łukasz Michno

Maciej Wilmiński