Scrum Shortcuts Without Cutting Corners

Scrum Shortcuts Without Cutting Corners
Ilan Goldstein
Pearson Education, 2014

5-

Po książkę, której tytuł możemy przetłumaczyć jako “Scrumowe skróty bez ścinania zakrętów”, postanowiłem sięgnąć po lekturze kilku ciekawych wpisów na blogu Axis Agile, na który przypadkowo trafiłem. Jak później wyczytałem we wstępie do tej publikacji, trafił na tegoż bloga również swego czasu Mike Cohn, który czytając te same wpisy, postanowił po prostu namówić ich autora, Ilana Goldsteina, do przeniesienia ich na książkowe karty.

Tytuł jest na pewno zastanawiający. Jak podkreśla sam Cohn we wstępie, jesteśmy uczeni, że trzeba uważać na skróty (jako przykład podając typowy scenariusz horrorów), że nie ma drogi na skróty do sukcesu. Z miejsca podkreśla wszakże, że te z tej książki po prostu działają. Ja sam wyobrażałem sobie, że znajdę tutaj jakieś nietypowe, ciekawe rozwiązania, sprawdzone w boju, co okazało się nie do końca prawdą. Goldstein, owszem oferuje rzeczywiście zestaw przećwiczonych i sprawdzonych technik, jednak jak się okazuje, chodzi po doskonale znanych, mocno już wydeptanych ścieżkach. Stąd książkę lepiej charakteryzuje jej podtytuł, który możemy spolszczyć jako “Agile’owa taktyka, narzędzia i wskazówki.”

Jak zresztą napisał sam Kenneth S.Rubin w jednym z tradycyjnie zamieszczonych w tej serii na początku książki blurbów, pozycja ta stanowi idealną kontynuację mojej książki Essential Scrum. (pisaliśmy i o niej: http://mlynarze.com/scrum-praktyczny-przewodnik-po-najpopularniejszej-metodyce-agile-kenneth-s-rubin/)  Sam Goldstein skądinąd nierzadko do właśnie tej książki się odnosi. A zatem mamy tu do czynienia z czystą praktyką, bez teoretycznych rozważań.

Od razu podkreślę, że brak polskojęzycznego wydania, a autor jest Australijczykiem. Język angielski używany w tej książce nie jest zatem prosty, nie brak w nim mało znanych i rzadko używanych w “typowym” angielskim” słów, choć osoby średnio zaawansowane w angielszczyźnie, nawet jeśli nie słuchają AC/DC,  nie powinny mieć problemu ze zrozumieniem całości. Książkę charakteryzuje też specyficzne poczucie humoru autora, który pisze w dobrym stylu, ze swadą i sporą dawką ironii.

Dziesięć rozdziałów, dziesięć różnych tematów, w każdym z nich trzy skróty, a wszystko na niespełna 170 stronach. Książkę można traktować jako zbiór skatalogowanych tricków, gotowych porad skrojonych przede wszystkim dla Scrum Masterów

Autor skupia się na podstawowych scrumowych tematach, na który natrafia każdy na początku zwinnej drogi: od tego czym jest Scrum, jakie ma zalety i jak przekonywać do niego “górę”, poprzez rolę Scrum Mastera, spotkania, estymowanie, metryki, aż po rolę menedżmentu i wysokopoziomowe spojrzenie na całość transformacji organizacji. Każdy skrót napisany jest zwięźle, ale i z odpowiednim poziomem szczegółowości. Choć, jak  wspomniałem, autor stąpa twardo po sprawdzonym i przechodzonym gruncie, to ma ciekawe, nierzadko oryginalne przemyślenia i każdy praktyk zwinnych metod pracy znajdzie na pewno coś, co go zainteresuje. Ma to zarazem tę zaletę, że spora część tych wskazówek jest niemalże – jakkolwiek dziwnie i ryzykownie to brzmi, użyję z pełną premedytacją – “Scrumowym standardem”, a zatem jest spora szansa, że czytelnik znajdzie gotową receptę na problemy, z którymi sam się boryka.

Książka na pewno będzie prawdziwym skarbem dla osób rozpoczynających pracę w Scrumie. Znajdą bowiem gotowe, dobrze napisane przepisy, jak radzić sobie w konkretnych sytuacjach. Czy warto sięgać po nią, mając większe doświadczenie? Niekoniecznie, choć myślę, że i takie osoby, znajdą dla siebie kilka ciekawych punktów. Mnie najbardziej podobały się: analiza budowy zespołu ze świetną metaforą “muzycy studyjni czy gwiazdy rocka” (z propozycją nowego hasła do Agile Manifesto: preferujemy nastawienie ponad zdolności), hasło: Scrum polega na jak najszybszym kończeniu tego, co zostało rozpoczęte, a także sposoby pracy ze sponsorami i interesariuszami w najbardziej ciekawym dla mnie rozdziale dziewiątym.

Wadą są na pewno wyjątkowo nieciekawe, straszliwe toporne wręcz rysunki, które lepiej narysowane, nadałaby całości lepszego kolorytu. Ale to już szczegół.