My już są Coache

Swego czasu, spacerując po mieście, przypadkowo natknąłem się na znajomego z “branży”. Po jakimś czasie rozmowa przeszła na tematy zawodowe i brzmiała mniej więcej tak:

Acha, czyli po tylu latach dalej pracujesz jako Scrum Master – rzekł z pewną dozą wyższości, a wręcz nonszalancji mój interlokutor, chcąc najwyraźniej rozpocząć typowo męski pojedynek.
A i owszem – odpowiedziałem, nie dając się zbić z pantałyku.
Bo widzisz, ja już to mam za sobą i w ogóle mnie to nie interesuje – rozpoczął wyprowadzenie triumfalnego, finalnego ciosu. Nastąpiła chwila ciszy, przerwana krótkim chełpliwym syknięciem i sformułowaniem- Ja już od dawna robię tylko jako Agile Coach. 

Dialog śmieszny, przynajmniej dla mnie, ale pokazujący pewien znaczący trend, a może i całkiem głęboki problem w zwinnym środowisku.

Kim jest Scrum Master? Sprawa wydaje się  prosta – nomen omen – mistrz, specjalista od Scruma. Co więcej, akurat ta rola jest dość dobrze opisana i wyjaśniona w Przewodniku po Scrumie.

Kim jest Agile Coach? O, i tu już jest sprawa dużo bardziej złożona. A odpowiedzią może być typowo agile’owy frazes: to zależy.

Jeszcze do niedawna wszem i wobec mieliśmy do czynienia z ludźmi pracującymi głównie na tym pierwszym stanowisku. Pionierzy zwinności, niosący kaganek oświaty do firm. To oni pierwsi przecierali szlaki, budząc zaciekawienie, przerażenie, zdziwienie i całą masę innych ciekawych reakcji, gdy poproszeni wymieniali nazwę stanowiska u lekarza, w banku lub gdy artykułowały to ich dzieci w przedszkolu czy szkole. Fajnie było mieć stanowisko ze słowem Master w nazwie. Nawet jak było zawężone sformułowaniem Scrum z przodu.

Z czasem jednak okazało się, że słowo Scrum niesie jednak pewne ograniczenia. Często początkujący Scrum Master odkrywał, że są inne ścieżki, ukryte pod hasłami: Lean, Kanban, xP. Do tego Scrum ze swoimi narzuconymi, nieuznającymi kompromisów zasadami, niekoniecznie dawał się wtłoczyć w istniejące firmy. I stąd nazwa ta zaczęła ciążyć, stanowić jarzmo, okazało się, że ograniczała specjalizację, sugerowała mistrzostwo tylko w jednej dziedzinie, do tego opisanej ledwie na kilkunastu stronach. Zaczęto sięgać szerzej, przypominając sobie o agile manifesto i wykorzystując słowo – klucz, najszersze znaczeniowo “agile”. W międzyczasie z zachodu przyszło stanowisko Agile Coach, które idealnie wpasowało się w jeszcze – pod kątem popularności –  raczkujący, ale rozkręcający się w Polsce coraz mocniej, coaching. W efekcie, nastąpił wysyp Agile Coachów.

Problem w tym, że jasnej, klarownej definicji takiej roli, stanowiska nie ma. Zaczęły więc pojawiać się zjawiska negatywne, które mam wrażenie, nabierają ostatnio na sile.

Po pierwsze, sama rola zaczęła stanowić swoisty lep dla Scrum Masterów, którzy dzięki zmianie stanowiska na zatytułowane w ten sposób, zyskiwali dużo punktów do splendoru i samozadowolenia. Coach – to brzmi dumnie. Wiele działów HR-owych odetchnęło z ulgą, bo pojawiła się też naturalna ścieżka kariery dla Scrum Masterów. Ot, jak będziesz dobrze się spisywał, to zrobimy cię coachem. Podejście takie dość szybko rozpowszechniło się na niesamowicie konkurencyjnym rynku.

Po drugie, i chyba istotniejsze, rola ta często jest rozumiana bardzo opacznie i płytko, jako lepszy/bardziej doświadczony Scrum Master. I w konsekwencji spycha Scrum Mastera do bardzo ograniczonej, prostej, a wręcz początkującej roli.

W coraz większej ilości firm obserwuję istnienie obu tych stanowisk, ale rozumianych w niewłaściwy sposób, co przekłada się na dwa główne zjawiska:

  • Scrum Master to osoba początkująca w Scrumie, zdobywająca pierwsze szlify zwinności, pracująca z jednym zespołem pod okiem lub u boku Agile Coacha,
  • Scrum Master to ktoś, kto pracuje tylko z zespołem, do tego jednym, Agile Coach pracuje z organizacją i biznesem, a jak chce i ma czas, to i z zespołami, wieloma.

Cechą charakterystyczną takich podejść jest to, że Scrum Master sprowadzany jest tylko i wyłącznie do “prostej” roli codziennej pracy z zespołem. Agile Coach to z kolei ktoś, kto godzien jest zająć się współpracą z Product Ownerami, a czasem i całą organizacją. Ktoś, kto organizuje w ten sposób stanowiska, często nie zna nawet Przewodnika po Scrumie. Skala tego zjawiska nie jest wbrew pozorom marginalna. Niestety.

W efekcie coraz mniej Scrum Masterów pełni swoją rolę zgodnie z ogólnodostępnym wypracowanym i opisanym przed laty standardem. Coraz mniej spośród nich pracuje z Product Ownerami, nie wspominając już o pracy procesowej i wspieraniu organizacji. Coraz więcej Scrum Masterów zamyka się wyłącznie na codzienną pracę z zespołem deweloperskim i poświęca temu cały swój czas. A gdy go przybywa, wraz z rozwojem zespołu, po prostu bierze pod swą pieczę kolejny.

Innym efektem ubocznym, na szczęście nie tak powszechnym, jest postawa poruszana na początku artykułu. Agile Coache dumni jak paw ze swojego stanowiska, obnoszący się nim wszem i wobec, a w rzeczywistości kryjący pod dumnym stanowiskiem – wydmuszką – niezbyt imponujące kompetencje. Nierzadko mający zaledwie mgliste, bardzo płytkie pojęcie o coachingu, a i niespecjalnie imponujący doświadczeniem agile. Wystarczy co nieco rozejrzeć się nawet w blogosferze.

Wolność, niedookreśloność czy bardzo duża (choć w przypadku Scruma zamknięta w pewnych ramach) swoboda jest ogromnym atutem, ale i pewnym problemem pracy zwinnej. Jedną z emanacji tych problemów jest właśnie opisana sytuacja ze stanowiskami. Nie wiem czy jest jakiś sposób, żeby z tym walczyć, ważne jest jednak, aby nie przechodzić obok takich problemów obojętnie i głośno je artykułować.

Tak, od lat pracuję jako Scrum Master. Pracowałem i pracuję ze świetnymi zespołami, ale i od zawsze: rozwijam ogólnofirmowe procesy, współpracuję z Product Ownerami, szeroko rozumianym biznesem, jak i staram się rozwijać całą organizację, sprawiać by była lepsza. Nie potrzebuję do tego tytułu Agile Coacha. Nie potrzebuję go również podczas wszelkich konsultacji czy szkoleń. Szyld nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

#agile coach#Scrum Master